„szczykafka” (prawdziwa historia)

Zdarzenie to miało miejsce w tzw. okresie zachorowań, kiedy to do jednego z wychowanków przychodziła pani pielegniarka robić zastrzyki. Tego dnia wchodząc do pracy jak zwykle wylewnie zostałem przywitany przez sześcioletnią Kasie, która odprowadzając mnie do mojego pokoju pochwaliła sie niespodziewanie:

Wujek a ja mam szczykafke

Tak? A skąd ją masz? – zapytałem a w głowie już szalały czarne myśli, że bawiła się używaną strzykawką, nie wspominając już o tym, że do strzykawki dołączona mogła być igła.

Nie wiem -odrzekła mi Kasia i wzruszeniem ramion potwierdziła autentyczność stwierdzenia.

A gdzie ją masz?

No mam – niepewnie i zagadkowo wyjaśniła kwitując ponownym wzruszeniem ramion.

A pokażesz mi ją? – drążyłem dalej lecz Kasia stała strapiona nic nie odpowiadając. Stwierdziłem, iż najwidoczniej nie chce mi jej pokazać bo domyśla się, że nie powinna jej mieć i ją jej zabiorę. Wówczas przedłużającą się ciszę przerwała Kasia głośnym czknięciem i dodała – O widzisz, mam!

:)

 

Poniżej kilka fotek-psotek z sesji specjalnie do tej stronki ;)

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.